Jutro już środa, a ja dopiero piszę o weekendzie. Coś jest nie tak, mam mało czasu, na nic go nie starcza, szkoda że jest go tak mało. To był najlepszy jak dotąd weekend. Byłam na wycieczce z naszego Amicorum. Wstaliśmy rano, ja jak zwykle wszystko na biegu, w drogę. Pierwszy raz byłam w Czechach! Nawet nie wiedziałam, że tam będę :) Będę was zanudzać postami z wycieczki jeszcze jakiś czas, żeby wstawić tu wszystkie zdjęcia, no może nie wszystkie ;)
Byliśmy w bunkrze, łaziliśmy po wsi, poszliśmy do jakiegoś pałacyku czy coś w tym stylu. Chwila po mieście, widziałam niedźwiedzia :D był tam jakiś czech, ja powiedziałam "ojej jaki słodki misiu" a on "jaki słodki misiu" haha beka! chciałam wejść do fontanny, żeby zobaczyć do ilu sięga. schodziliśmy po długich schodach, ale jakże pięknych. I powrót, szkoda, fajnie było zobaczyć małą cząstkę tego kraju.
U mnie monotonia szkolna ;) Jestem wykończona.